Tutaj znajdziesz i dodasz wpisy dotyczące tematu.

Twórcze uzdrawianie- angażując się z odwagą

Miłość do drugiego człowieka, prawdy i sprawiedliwości, często skłania ludzi do aktów odwagi. Ich historie mogą być inspiracją rozświetlając nasze serca potęgą ludzkiego ducha. Przygotowując się do naszego odosobnienia w Krakowie możesz tutaj podzielić się historiami ludzi lub zwierząt, którzy wnosili lub wnoszą na naszą planetę, w swoje społeczności i w życie poszczególnych osób, uzdrawianie, pełnie i jedność. Możesz też napisać coś od siebie lub umieścić słowa modlitwy.

Wystarczy, że przewiniesz stronę w dół i wpiszesz lub wkleisz tekst, którym chcesz się podzielić. Następnie naciśnij „Wyślij”. Po kilku godzinach twój tekst pojawi się na stronie.

Jest kilka wersji językowych tej strony. Wersja polska, niemiecka, francuska i angielska. Możesz przetłumaczyć swój tekst i umieścić go również na stronie w innej wersji językowej.

12 Responses to Dodaj swój wpis

  1. JOLANTA napisał(a):

    Pojechałam do Krakowa w zastępstwie koleżanki.To co mnie tam spotkało – to było coś niewyobrażalnego. Nie znajduję słów, które byłyby w stanie opisać moje odczucia z tego spotkania. A intensywny zapach róż pozostaje w moim sercu do dzisiaj.

  2. Renka napisał(a):

    Jest 1 lipca. Spokój, spokój, spokój. Nie wiem czego oczekiwałam po odosobnieniu w Krakowie. Jednak to coś, co tak trudno nazwać słowami, tam znalazłam i wciąż jest ze mną. Żyje swoim życiem? Nie, żyje moim życiem. I udziela się to innym. Na moment gdzieś się zagubiło w sobotę, ale nie pozwoliłam na to. Zbyt piękne, żeby pozwolić odejść. Kilka godzin praktyk i… znów jest. Czym jest? Niczym, a jednak istnieje. Paradoks istnienia.
    Tak trudno dobrać słowa, żeby nazwać pewne rzeczy, stany, odczucia.
    „Jakiego uzdrawiania oczekują od nas stare formy i jakiego potrzeba przy tworzeniu nowych?” – Nie ma jednej metody uzdrawiania, dla jednego pacjenta. To pewnie wiemy wszyscy i to było widać na tym odosobnieniu. Mam od dawna odczucia, że trzeba traktować ten san temat z różnych stron, z różnych terapii. Bo nie dość, że uzdrawiany jest pacjent, ale uzdrawiany jest też uzdrowiciel, a poniekąd wiele osób spotykanych po drodze przez pacjenta i uzdrowiciela. I koło się zamyka. W całkiem nudnym wykładzie można odnaleźć drugie dno, które działa na słuchaczy, rozgrzebując świadomość, podświadomość, nadświadomość i kojąc serce. Topiąc lody dosłownie i w przenośni. Zapewne więcej, więcej i więcej się działo. Im więcej wymyślają ludzie na świecie metod uzdrawiania, tym bardziej ciągnie mnie do bardziej prostych metod. Im naturalniejsze działanie i prostsze, tym mam wrażenie lepszy efekt. Jedno słowo czasami potrafi więcej zdziałać. A im bardziej skomplikowane działanie i walka z chorobami, tym więcej ataków na dany organizm nowych, nieznanych form. Ale nic nie ma jednej reguły i jedynej, pewnej na 100 proc. metody. Czyżby „co ma być to będzie” miało być mottem każdego leczącego? Pewnie nie, bo brak wiary w wyleczenie zabijało by szansę na wyleczenie.
    Po takim odosobnieniu nabiera się pokory do tego co się robi, co robią inni i co można jeszcze zrobić. Ale też zobaczyłam, że to co stosuję, to działa. Słowo, które dziś (na ten moment) jest dla mnie ważne to: UWAŻNOŚĆ. Ona jest początkiem i końcem. A inne rzeczy dzieją się wtedy poniekąd.
    Odosobnienie dla mnie przyniosło wiele różnych doświadczeń w środku i lekcji, ale ten sam finał za każdym razem. To też inspirujące.

    Sama wyprawa do obozu zagłady przyniosła każdemu inne stany duszy. Ja starałam się wykonać swoją robotę, ale też poczuć zakodowane w tym miejscu emocje. Tak jak są rozmodlone miejsca, tak są wypalone do centrum ziemi. To jest wypalone! W bramie poczułam coś co można nazwać szokiem. Potykając się na bruku sprzed 70 lat czułam strach, widziałam tych stojących w wielogodzinnych apelach i w bezsilności, upodleniu. W krematorium był smutek, straszny smutek… Wybaczałam sobie i prosiłam o wybaczenie sobie samym duszom, które wciąż tam są. Wybaczałam oprawcom, bo i ich dusze też tam są. Bo i ci, którzy opuścili obóz na własnych noga, wrócili tam po śmierci, gdzie przeżycia ich za życia były najsilniejsze. Wychodząc z założenia, że w każdym jest dobro, szukałam go w każdym, który miał coś wspólnego z tym miejscem w czasach wojny. I dużo się działo…
    Dziś wypowiadając słowo Oświęcim co innego czuję w ciele, niż jeszcze miesiąc temu. To też uzdrowienie. Moje i tego miejsca.

    Cieszę się, że mogłam być na tym odosobnieniu, doświadczyć tylu niesamowitych ludzi, poczuć to i nie musieć tego nazywać, i móc to zabrać ze sobą. 🙂 Jestem głęboko wszystkim wdzięczna. I sobie też.

    • Malika napisał(a):

      Bardzo, ale to bardzo dziękuję Tobie za wpis-przemyślenia. Chcę tylko powiedzieć, że mam podobne, a właściwie takie same odczucia i przemyślenia, tylko, że Ty pięknie to ujęłaś. Jestem szczęśliwa, że mogłam uczestniczyć w tym spotkaniu. Odczuwam dobre energie do tej pory.
      Z miłością. Malika

  3. Agnieszka Ahmada napisał(a):

    Przetłumaczony wpis Saridy Brown z angielskiej wersji tej strony:

    W 2012 roku z okazji odosobnienia Sufickiego Zakonu Uzdrawiania w Londynie Pir Zia wygłosił inspirujące wezwanie do uczestnictwa w głębszych aspektach uzdrawiania. Dla tych, którzy nie potrafią płynnie czytać po angielsku, powstał poniższy opis kroków wiodących do głębokiego uzdrowienia, które zostały omówione w przemówieniu.

    Pierwszy krok to rozpoznanie naszego związku z wszystkimi ludźmi.

    Drugim krokiem jest dostrzeżenie, iż ludzkie doświadczanie jest głęboko osadzone w żywej Ziemi i w społecznościach wszystkich stworzeń – w historii Stworzenia.

    Trzeci krok to dostrzeżenie, że ewolucja postępuje naprzód poprzez przebudzenie wszechświata do boskości, czyli rozszerzającą się świadomość serca pozostającego we współczującym rezonansie z oświeconymi istotami i ich przesłaniem.

    Czwarty krok to odrzucanie woali oddzielenia, doświadczanie transcendencji, jedności, komunii ze wszystkim, wiecznego życia.

    Piątym krokiem jest usłyszenie napływającego wołania Ziemi, usłyszenie tych, którzy cierpią. Murshid mówi: „Moje głębokie westchnienie jest płaczem Ziemi, a odpowiedź na nie przychodzi z wewnątrz w formie przesłania.”

    W szóstym kroku słysząc to wołanie decydujemy się odpowiedzieć nadzieją, wiara i zaufaniem, wizją tego co może być. Poprzez spotykanie nowych wyzwań z jasną wizją bierzemy udział w boskim samo-przejawieniu, które chce zaistnieć w świecie materialnym, w naszych czasach, teraz.

    Siódmy krok to postanowienie, aby poświecić nasze życie służbie, aby włożyć w nią całe swoje serce, umysł i ciało, w solidarności ze wszystkimi istotami. Oddajemy się w służbę Prawdziwemu, podążając ścieżką urzeczywistnienia.

  4. Renka napisał(a):

    Boskie miłosierdzie w drodze ze Śnieżki
    Lęk wysokości dopada wielu, nawet tych najodważniejszych. Podobno taki lęk to normalny stan i każdy go musi pokonać. Gdy go nie ma, to znaczy, że coś nie działa. I tego właśnie trzeba się obawiać. Ale logicznego umysłu nie ma tam, gdzie zaczyna się panika.

    Na wyciągu krzesełkowym wjeżdżającym na górę Kopa w Karpaczu jechała matka z niespełna 4-latkiem na kolanach. Pomyślałam: szalona kobieta. Nagle zza słupa wyłonił się na kolejnym krzesełku mężczyzna z dwulatkiem. Oszalał? Tylko taka jedna myśl przemknęła przez moją głowę. Kilka krzesełek za nimi jechał mężczyzna… z psem na kolanach. Czy to się dzieje naprawdę? – zastanawiałam się. Jaki to ma sens? Ani, dziecko, ani pies widoków podziwiać nie będą. Może ma sens, o którym nie mam pojęcia. Jadą w podróż, która może skończyć się niebezpiecznym zdarzeniem. Jakim? Wypadną z rąk opiekuna, opiekun straci przytomność, zabraknie prądu i utkniemy na wiele godzin w powietrzu, będzie padał deszcz, uderzy piorun. Nic takiego się nie stało, bo taka wiadomość z prędkością błyskawicy popędziłaby w eter za pomocą radia i telewizyjnych wiadomości.
    Wrócą do domu i będą opowiadać, że Pikuś zdobył Śnieżkę. Rewelacja.

    Ja niestety świadomości 2-latka i Pikusia nie miałam. Z przerażeniem myślałam o tym, jak mam usiąść na krzesełku wyciągu, żeby nie spaść. Już idąc z pensjonatu do wyciągu przez las, narzucałam rytm al – la. Jeszcze przed
    podejściem do platformy przerzucałam w głowie wszelkie znane mi słowa, które mogłyby być ratunkiem i pomocą. I wtedy zatrzymał się wyciąg. Na 3 minuty. Ktoś na górze tak wsiadał lub wysiadał, że ja miałam czas usiąść, zapiąć się i bezpiecznie oprzeć nogi. Gdy złapałam się metalowego wysięgnika, wyciąg ruszył. Dziękowałam Bogu za pomoc. Założyłam okulary przeciwsłoneczne i… zamknęłam oczy. Dojechałam na 1.340 metrów npm cała, bezpieczna, ale spanikowana. Nie patrzyłam za siebie. Nie rozglądałam się. Bałam się ruszyć. Byłam pełna obaw, że nie wsiądę na wyciąg, żeby zjechać.

    Potem było wejście na Śnieżkę z al-la w głowie i równie rytmiczne zejście. Momentami ciężkie (było 30 stop. Celsjusza), z chwilami odpoczynku i na łapanie oddechu. Nadal nie byłam pewna, czy usiądę na wyciąg. Po ponad 3 godzinach wróciliśmy na szczyt Kopy.
    Nóżki już bolały, zanosiło się na burzę, słychać było grzmoty. I postanowiłam usiąść w metalowym krześle. Usiadłam. Niestety panika była straszna. Zamknęłam oczy i kurczowo, spoconymi rączkami trzymałam się fotelika.
    I jak we mgle zaczęłam powtarzać al-la. Pomyślałam wtedy, że pół godziny na foteliku wytrzymam, ale szkoda marnować czasu. Z al-la w głowie weszłam do serca. Po chwili przypomniał mi się pierwszy fragment maila od Hayata. Sugerował, co powinniśmy praktykować, żeby przygotować się do krakowskiego warsztatu. I jak mantrę zaczęłam powtarzać Ja Rahman, Ja Rahim. Były to jego pierwsze słowa o praktykach i popłynęłam, a może pofrunęłam… A że akurat byłam w sercu, moja kolorowa łąka zaczęła zamieniać się w białą łąkę. Latały elfy i białe motylki. Kryształy górskie rozrastały się i emanowały światłem. Nie wiem ile to trwało. Nagle przyszła myśl, że tylko podejrzę co tam na zewnątrz. Przez szparki w oczach i przeciwsłoneczne okulary zobaczyłam panoramę gór z Karpaczem w dole. Otworzyłam oczy. Puściłam spoconymi dłońmi fotelik i zaczęłam je suszyć na wietrze. Zjechałam na dół spokojna, bezpieczna, szczęśliwa. Przeszłam kolejny krok wewnątrz, żeby zrobić krok na zewnątrz. I znów w rytmie al-la poszłam pod górę, żeby dojść do pensjonatu.
    Co jakiś czas słuchać było grzmoty, gdzieś daleko. Gdy wsiedliśmy do auta spadły pierwsze krople deszczu. Był godz. 14.00. Od tego momentu dramatycznie zmieniła się pogoda w Karpaczu – zrobiło się zimno i mokro. Mogliśmy wracać do domu.

  5. karim napisał(a):

    MYśli Odnalezione:
    „(…) gdybym wiedział, że dzisiaj po raz ostatni zobaczę Cię śpiącą, objąłbym Cię mocno i modliłbym się do Pana, by pozwolił mi być Twoim Aniołem Stróżem.”
    – Gabriel Garcia Marquez.

  6. karim napisał(a):

    MYśli Odnalezione:

    „Optymizm Jest rezultatem miłości.”
    – Hazrat Inayat Khan

  7. karim napisał(a):

    MYśli Odnalezione:
    „Modliłem się o cud – uświadomiłem sobie, że …
    sam nim Jestem.”
    Jackson Kiddard.

  8. karim napisał(a):

    Ojcze mój,..Boże – Stwórco Najwyższy, kocham Cię myślą,.. mową,.. całym moim Sercem,.. całą moją Duszą i…i Jestem Ci bardzo wdzięczny za Twe Boskie Światło Miłości, którym mnie napełniasz,.. otaczasz,.. prowadzisz,.. a które sprawia, że moje życie Jest … pełne światła, miłości,.. szczęścia, RAdości,.. dobra, dobrobytu, bogactwa,.. pokoju, spokoju,.. równowagi, harmonii i… piękna,… a nade wszystko… zdrowia 🙂 …o co Cię proszę i za co Ci bardzo dziękuję po trzykroć. Ja szakur,… Ja szakur,… Ja szakur… Tak Amein 🙂

  9. karim napisał(a):

    „kiedyś… byliśmy dziećmi.
    …i …
    …i nadal nimi Jesteśmy” 🙂

    MYśli Odnalezione

  10. Malik napisał(a):


    O Ty,
    Który jesteś początkiem mego istnienia i źródłem wszelkiego życia
    pozwól mi być twym promieniem i kryształem
    świecącym miłością i światłem,
    wiernie i czysto dla wszystkich światów

    z głębokim współczuciem dla wszystkich istot
    wokół mnie
    i we mnie

    Amen

Dodaj swój wpis

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *